Po pierwsze - można powiedzieć, że przeprowadzka dobiegła końca i na reszcie mam trochę więcej czasu na przyjemności, bo tak to do tej pory ganiałam jak kot z pęcherzem po sklepach, kupowałam różne rzeczy, które mimo małych rozmiarów okazywały się równie ważne jak meble :). Potem trzeba było w końcu zabrać się za rozpakowywanie wszystkich klamotów. Kto by pomyślał, że tyle tego zachomikowałam. Część poszła już na półki w szafkach, część do wyrzucenia, a część (w szczególności dokumentacja różnego typu) czeka na lepszy okres i dokładną selekcję na takie, które muszą zostać w domu i na takie, które spokojnie mogą trafić do pieca jako podpałka :).
Po drugie - przez ten przeprowadzkowy galimatias nie udało mi się w terminie wykonać kilku haftów i teraz to nadrabiam. Na pierwszy ogień poszedł obrazek "Wesoła kompania" z grudniowego numeru Igłą Malowane.
Wyszywam go dla dzieciaczków koleżanki. Ponieważ wzór mam w wersji papierowej, to wyszywam go przeważnie jak idę do mamy na kawę i pogaduchy, bo wtedy mogę sobie spokojnie powyszywać.
Pozostałe wzory, które obecnie wyszywam, mam w wersji elektronicznej, więc nie zawsze mogę je haftować.
Dość opornie mi to idzie, ale jednak widać postępy :)